Właściwie równie dobrze mógłbym napisać „przed świtem”, ale nie chcę wzbudzać brzydkich skojarzeń – obieram więc za taktykę karkołomne słowotwórstwo i – w ten sposób – próbę szerszego ujęcia tego, co tytuł ma wyrażać.
Piekielnie spóźniony, w samym środku sesji, biorę się za nadrabianie zaległości. Zdjęcia są z czerwca (!), nie oddają jednak atmosfery słonecznych wakacji, za którymi wszyscy tak tęsknią. zamiast letniego słońca proponuję niebieskawe światło, które poprzedza wschodzące słońce, zamiast plaży – staw, który przypomina raczej mroczne bagnisko na odludziu. Moim największym osobistym zaskoczeniem pozostają jednak pola kapusty – kto by pomyślał, że tak pospolicie brzmiące warzywo nada takiego klimatu całej scenerii.
Z perspektywy czasu, który minął od zrobienia tej serii, chyba już nie umiem ich obiektywnie ocenić. Więc, zamiast przeciągać tekst, który, gdy jeszcze trochę się przedłuży, już w ogóle przestanie być czytany – zapraszam do oglądania;)









































































































