Tydzień w Pekanbaru.

Jesteśmy w Pekanbaru od kilku dni. Było to kilka niesamowitych dni podczas których można było poczuć „ducha Azji”. Nie chodzi mi tylko o jedzenie kurczaka z ryżem, mieszkanie z karaluchami i jaszczurkami, mycie się w misce, czy paranoję spowodowaną komarami i Dengą. Do ostrego jedzenia przyzwyczaiłem (i to nawet bez większych problemów), polubiłem karaluchy, a paranoja z dnia na dzień staje się mniejsza.

Co na początku – czyli w drodze z lotniska wydało mi się inne to ruch uliczny. Pomijając to, że jeżdżą po złej stronie jezdni to są w tym tak niesamowicie chaotyczni, do tego stopnia,  że teraz Włochy nie będą mi straszne. Czerwone światło to tylko sugestia dla kierowców, pasy na drodze są albo ich nie ma ale i tak nikt się nimi nie przejmuję, a skutery pojawiają się jak spod ziemi, żeby przejść na druga stronę ulicy trzeba wykazać się odwagą i sporym szczęściem. Mam wrażenie, że wszystko tutaj funkcjonuje tylko i wyłącznie siłą rozpędu – bo jak nie odnieść takiego wrażenia skoro miasto to jeden wielki śmietnik, a sanepid zamknąłby wszystkie restauracje

Niesamowite jest to, że staliśmy się miejscową atrakcją. Na wakacje generalnie jedzie się w rejon turystyczny, a my wylądowaliśmy w mieście, gdzie biali ludzie nie przejeżdżają, bo nie ma po co. Na ulicy słyszymy tylko „hello mister”, każdy się do nas uśmiecha i chce sobie z nami robić zdjęcia. Ciekawym doświadczeniem było pójście na ceremonię ukończenia studiów przez studentów. Ludzie trochę starsi od nas, którzy są niejako elitą intelektualną, a i tak potrafiliśmy być taką atrakcją, że godzinę spędziliśmy na robieniu sobie zdjęć z lekarzami po czym zrobili z nami wywiad do miejscowej gazety 🙂

Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy w miejsce, gdzie studenci na wymianie są czymś wyjątkowym, dlatego wszyscy się nami zajmują i interesują. Ludzie są dla nas niesamowicie mili i otwarci, a wieczory spędzamy na rozmowach przy piwie, które niestety jest jedyną formą alkoholu jaki można tutaj kupić.

Jedyne co można robić w Pekanbaru jest chodzenie na spacery i obserwowanie tej innej kultury i niejako innej formy życia. Trochę zdjęć z tego poniżej. Postaram się dodawać coś częściej, bo znaleźliśmy super miejsce w postaci starego targu.

Chciałbym też powiedzieć kilka słów o szpitalu w którym niestety nie pozwolono nam robić żadnych zdjęć. Pierwszy dzień oczywiście w nowym budynku (w którym są tylko biura), spędziliśmy na spotkaniu z Panią Dyrektor. Dało znać o sobie to, że oni uwielbiają tutaj mundury – czułem się niejako na odprawie w wojsku, bo wszyscy siedzieli na przeciw nas w mundurach. Sam szpital to już jednak inny świat, gdzie mycie rąk to abstrakcja, a rodziny chorych siedzą na podłodze i jedzą przyniesione potrawy rękami.

To na dzisiaj chyba tyle 🙂 Pozdrawiam z równika, gdzie mamy 37 stopni Celsjusza.

DSC_1347 copy DSC_1355 copy DSC_1356 copy DSC_1365 copy DSC_1366 copy DSC_1371 as Smart Object-1 copy DSC_1377 copy DSC_1380 copy DSC_1384 copy DSC_1390 copy DSC_1398 copy DSC_1407 copy DSC_1422 as Smart Object-1 copy DSC_1425 copy DSC_1429 copy DSC_1431 copy DSC_1439 copy DSC_1442 copy DSC_1447 copy DSC_1449 copy DSC_1456 as Smart Object-1 copy DSC_1492 copy DSC_1493 copy DSC_1494 copy DSC_1498 copy DSC_1510 copy DSC_1517 copy DSC_1535 copy DSC_1553 copy DSC_1608 copy DSC_1619 copy DSC_1620 copy DSC_1665 copy DSC_1778 copy DSC_1827 copy DSC_1957 copy DSC_2121 copy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s