Wulkan Merapi 2911 m. n.p.m. – czyli wielkie zaskoczenie.

Właśnie wróciliśmy z ostatniego wulkanu, jaki planowaliśmy zobaczyć w Indonezji – z wulkanu Batur na Bali. Pospiesznie dodaję wpis, bo zdałem sobie sprawę, że dotychczas na blogu nie pokazałem zdjęć z ani jednego wulkanu, na który udało nam się wejść.

Od wyjścia na wulkan Merapi zaczęliśmy nasze zwiedzanie Jawy. Wycieczka zaczęła się 13 lipca o godzinie 22. Byłem wykończony po nieprzespanej nocy, ale żyłem w przeświadczeniu, że skoro organizują tam wycieczki to nie może to być trudne podejście, a cztery godziny wyjścia też nie były straszne i miały być oczywiście przesadzonymi szacunkami (jak w przewodnikach po polskich górach).  W hostelu spotkaliśmy turystę z Niemiec, który dzień wcześniej był na Merapi i postanowiliśmy wypytać go o drogę. W skrócie powiedział, że jest bardzo długa, trudna i niebezpieczna – „Przesadza!”

Podczas podejścia mocno się zdziwiliśmy – tempo było szybkie, a droga po ciemku  przez dżunglę w stuprocentowej wilgotności, mgle, po śliskich kamieniach i błocie nie była łatwa. Wydawało mi się, że nie może być trudniej, a z minuty na minutę droga stawała się coraz bardziej stroma,  trudniejsza i śliska. Z perspektywy czasu jednak uznaję wyjście za przyjemne, jedyne w swoim rodzaju, bardzo klimatyczne. Najgorzej było pod samym szczytem, gdzie szło się po piasku wulkanicznym, a nachylenie było bardzo duże. Zmęczenie rekompensowały widoki. (choć, niestety, przed samym szczytem mgła się podniosła i zasłoniła absolutnie wszystko.)

Oczekiwanie na wschód było przeciwieństwem dotychczasowych wyobrażeń o Indonezji – było tam niesamowicie zimno! Na szczęście, wytrzymaliśmy do momentu, w którym chmury zaczęły się rozchodzić, a widok, który się pokazał był czymś niewyobrażalnym! Poczucie bycia na takiej wysokości było niesamowite i niespotykane w naszych Tatrach. Sam krater zasłaniały pyły, które się z niego wydostawały, bo wulkan należy do najbardziej aktywnych wulkanów na świecie, a jego ostatnia erupcja miała miejsce w 2010 roku.

Wyjście na wulkan przerosło moje oczekiwania i mimo faktu bycia niesamowicie męczącym, naprawdę było warto.

Wycieczkę zorganizowaliśmy przez biuro podróży – koszt 250 tys. rupii, czyli bardzo niedużo biorąc pod uwagę, że był w tym przejazd, przewodnicy, śniadanie. Wszystko fajnie przygotowane, a przewodnicy bardzo mili i pomocni – można powiedzieć, że pilnowali nas bardzo uważnie, jak się zresztą dowiedzieliśmy – nie bezpodstawnie – jeżeli coś by poszło nie tak, nie można liczyć na transport helikopterem, który  nie jest w stanie tam dolecieć. Samych przewodników było mi bardzo szkoda, bo widać, że z tych 250 tys. niewiele trafia do ich kieszeni. Ja ślizgając się w swoich trekingowych butach czułem się dość głupio widząc spokojnie idącego przewodnika w butach będących czymś w rodzaju gumofilców.

Trochę surowych zdjęć z wycieczki, bo powrocie postaram się to obrobić porządnie.

DSC_3258 DSC_3263 DSC_3275 DSC_3294 DSC_3309 DSC_3323 DSC_3343 DSC_3345 DSC_3360 DSC_3381 DSC_3408 DSC_3417 DSC_3428 DSC_3431 DSC_3436 DSC_3440 DSC_3459 DSC_3471 DSC_3487 DSC_3496 DSC_3534 DSC_3556 DSC_3559 DSC_3568 DSC_3572

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s