Yogyakarta i okolice.

W ciągu tych kilku dni w Yogyakarcie miałem okazję poczuć się jak na prawdziwych, „tradycyjnych” wakacjach – tłumy turystów, zwiedzanie z przewodnikiem i jako pamiątki – niezliczone zdjęcia świątyń.

Po samym przyjeździe z Sumatry do Yogyakarty nie mogłem uwierzyć, że ciągle jestem w Indonezji (co powtarzałem średnio co piętnaście minut). Miasto jest zupełnie inne niż te które widzieliśmy na Sumatrze – i nie chodzi mi tylko o to, że jest pełne turystów. Jest dużo czyściej (widzieliśmy nawet kogoś kto  zamiatał ulicę!), istnieje coś takiego jak chodniki, ruch uliczny jest sprawniejszy i  spokojniejszy. Skończyły się nasze problemy ze swędzącą skórą, spuchniętymi dziąsłami i poczuciem bycia brudnym. W samej Yogyakarcie spędziliśmy kilka godzin, które poświęciliśmy głownie na zakup pamiątek na Malioboro. Co ciekawe, mimo, że miejsce bardzo turystyczne to ceny niższe niż na Sumatrze. Yogyakarta będzie mi się chyba najbardziej kojarzyła z rikszami – jest tam ich cała masa na każdym kroku. Rikszę trzeba wybierać z głową, bo wiek niektórych rikszaszy nie wróży dobrze dalekim wycieczkom.

Yogyakarta to idealny punkt w którym można wykupić wycieczki i tak właśnie zrobiliśmy. Poza samym Merapi wynajęliśmy samochód na wycieczkę do świątyni Borobudur i Prambanan.

Świątynia Borobodur była świątynią buddyjską . Tradycyjnie pojechaliśmy na wschód słońca, który obserwowaliśmy z tarasu widokowego, z którego po zapłaceniu „Sunrise Donation” , widać było wulkan Merapi i świątynie w środku dżungli. Sama świątynia zbudowana z kamieni wulkanicznych pochodzących z Merapi zrobiła na mnie duże wrażenie i powiem szczerze, że podobała mi się bardziej niż Prambanan. Co ciekawe, los tych świątyń był dość mocno związany z aktywnością wulkanu Merapi, który wywiera wpływ na całą okolicę.

Moją ulubioną świątynią z całego kompleksu w Prambanan okazała się świątynia Candi Sewu położona trochę na uboczu od głównego kompleksu. Łączyła ona w sobie motywy zarówno hinduskie jak i buddyjskie. Niestety, większość budowli nie została odbudowana i do oglądania były w większości tylko stosy kamieni.

Generalnie wycieczkę można zaliczyć do bardzo udanych – koszt samego samochodu na pięć osób był bardzo symboliczny. Przed wizytą w świątyniach warto zaopatrzyć się w kartę studencką, bo różnica w cenie biletu to 50% czyli około 100 tys. rupii na każdą świątynię. Dobrym pomysłem jest też wzięcie przewodnika, który kosztuje mniej niż bilet, a po podzieleniu tego na kilka osób jest to również bardzo symboliczna kwota. Przewodnicy są bardzo mili, zorientowani w temacie i posługują się nienajgorszą angielszczyzną – nie jest to typowo indo-angielski.

Następnego dnia wyruszyliśmy o 8 rano na wycieczkę w stronę Bromo, Kawah Ijen i Bali.

DSC_3219DSC_3231DSC_3245DSC_3253DSC_3608 DSC_3618 DSC_3662 DSC_3699DSC_3706DSC_3744 DSC_3766 DSC_3756DSC_3774DSC_3795DSC_3815DSC_3818DSC_3880 DSC_3884DSC_3941DSC_3943DSC_3942DSC_4011DSC_4030DSC_4042DSC_4044DSC_4049DSC_4050DSC_4060DSC_4077DSC_4107

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s