Malezja na weekend(y) dwa!

No i się pojawia problem, bo trzeba zacząć uruchamiać bloga, wymówek brak, a nadrabianie zaległości to rzecz niemożliwa w wykonaniu. Zeszłym roku w Indonezji była wena, czas i komputer żeby coś pisać na bieżąco – coś co w sumie umarło po powrocie do Polski i czego nadrobić się nie udało. Zdjęć samych nie wrzucę, bo byłby to szczyt olewactwa odwiedzających. Biorąc pod uwagę, że nic konkretnego jeszcze nie napisałem i jest to na razie bardzo rozwinięty wstęp, średnio rozwiniętego pisarsko, prawie stażysty to czas na ostrzeżenie, że jak kogoś denerwuje taka przydługa gra wstępna to można przejść dalej i będzie pani zadowolona (tak, tak postaram się ograniczyć ilość porównań do niezbędnego minimum żeby tekst nie stał się analizą tego co autor w swoim dziwnym porównaniu miał na myśli).

 

„Paweł i jak było w Malezji?” „No spoko…”.
Ta nijaka odpowiedź nie ma świadczyć o mojej nijakiej zdolności wypowiadania się (choć może coś w tym jest), ale o tym że mimo całej swojej pozornej rajskości – kraj nie urywa dupy. Nie wiem na ile to jest to, że jadąc do Indonezji pierwszy raz zetknąłem się z szaloną azjatycko-muzułmańską naturą i teraz jest to tylko wtórne, a na ile po prostu jest nijaki. Jadąc tutaj poza tą całą rajskoscią pod postacią dżungli, plaż i plantacji herbaty chciałem się znowu zetknąć z tym wszechogarniającym bałaganem, a tu człowiek przylatuje do Kuala nikt nie ciągnie za koszulę do taksówki, nie sprzedaje kart sim, picia i innych dziwnych rzeczy – idzie się za strzałkami do autobusu, który przyjeżdża na czas jest wygodny i klimatyzowany. Najbardziej „azjatycki” w ciągu tych prawie trzech tygodni był autobus Kraków – Budapeszt, no i drogi też u nas nierówne, a i zegarki też chyba źle nastawione.

 

Żeby nie popaść w polskie marudzenie, czas je skończyć, bo Malezja rajska jest, ale jest też niesamowicie wielokulturowa! Mimo że kraj muzułmański to w każdym mieście mamy chinatown, little India, a na rogu mamy na zmianę meczet, świątynie hinduską, taoistyczną albo buddyjską. To samo jeśli chodzi o jedzenie. Ramadan? Jaki Ramadan – zawsze można zjeść swinke u Chińczyka i zapić browarem za kilkanaście zeta co mi się raczej niestety nie zdarzało. Znaczy się jeść się zdarzało, choć temperatury dla zimnolubnej albo raczej umiarkowano-zimnolubnej osoby jak ja skutecznie zabijały apetyt. Wielokulturowość tego kraju było widać doskonale jeżdżąc stopem, bo jednego dnia można było mieć cztery stopy, a w każdym jechały osoby o zupełnie innym pochodzeniu. I tu czas na jakże duże pozytywne zaskoczenie, a zarazem przemyślenie. Azjatyckie dzieci, które czy to w autobusie czy gniotąc się z nami na tylnym fotelu w czwórkę przez kilka godzin, nie zapłakały ani razu, nie chciały się co chwilę zatrzymywać, nie marudziły o jedzenie i nie robiły wielu innych rzeczy wzbudzających u mnie z reguły niechęć do tych stworzeń. Jakbym miał sobie robić dziecko to byłby to Azjata! Oczywiście łatwo nie będzie, bo jeśli żonę z Tajlandii tudzież Chin mogę sobie ściągnąć w ramach kryzysu wieku średniego, jako odrobiony lekarz (wiem jest to równie niepoprawnie politycznie jak teksty Wojewódzkiego i Figurskiego o Ukrainkach, ale mnie z mojego bloga chyba za brak poprawności politycznej nikt nie wyrzuci) to jedyną szansą, żeby moje dziecko było tak grzeczne jest to, że moja hipotetyczna Azjatka puści się z innym hipotetycznym Azjatą, bo zakładam, że nawet niewielka domieszka moich genów spowoduje to, że dziecko będzie nieznośne, rozdarte i pyskate.

 

Może coś fotograficznie? Fotograficznie ok. Znowu nijaka odpowiedź bo fotograf nijaki z fajnych miejsc wyczarował coś nijakiego (ilość powtórzeń dobitnie daje obraz tego czemu miałem tróje z polskiego – z czego byłem niezmiernie dumny). A na poważnie to ciężko coś ugrać, bo miejsca które są warte zobaczenia w ciągu dwóch tygodniu to tak naprawdę turystyczny top, a jak top to skomercjalizowany, a jak skomercjalizowany to mało naturalny, a że bardziej cenie sobie widok niedźwiedziego gówna w lesie niż niedźwiedzia w zoo to czułem się zagubiony. Krajobrazy spoko, ale miasta to totalne rozczarowanie! Do Kuala to na pól dnia, fota pod Petronasem, Batu Caves i dawaj dalej, bo nic tam nie ma! Posta pisze w Melace gdzie niezmiernie się nudzę, bo jest tu kilka postkolonialnych zabytków łącznie z kopią galery hiszpańskiej – atrakcje super jak masz azjatyckie poczucie estetyki. Jedyną misją do wykonania jest tu kupno przemycanych fajek z Sumatry, która jest tuż z rogiem, czyli cieśniną. No i czekałem, aż przestanie lać pijąc herbatę u Araba. Trochę zelżyło, więc stwierdziłem, że zrobię jakieś zdjęcia (pewnie gdzieś poniżej), no a że zmoczyłem aparat to poszedłem kupić chusteczki. I szczęście, bo gość w sklepie zaproponował podwózkę –  „gdzie Pan chce jechać”; „tam gdzie tanie fajki” – jakoś nie dostrzegłem, że to policjant (niektórzy wiedzą co to moja spostrzegawczość w podróży), ale dowiózł, choć fajek nie znalazłem (update: dzień potem znalazłem babcię mającą zapas indonezyjskich fajek).  Zaległem na kanapie, a żeby nie stać się jak właściciele, czyli typowi Arabowie,  którzy leżą i śpią na zmianę (no czasem jeszcze kiwają się na fotelu do dziwnej muzyki i piją herbatę), to postanowiłem coś ze sobą zrobić i napisać posta, żeby było z głowy. Ta historia mam nadzieję dobitnie świadczy o tym co warte są te miasta, oczywiście mógłbym siedzieć z białasami w hardrocku, albo tymi co bardziej podróżniczymi w knajpie Discovery słuchając giełgającego na gitarze hity dla białych biednego Malaja, ale że wolę gówno to już wolę swoją herbatę u Araba i hity rodem z podstawówki. No i nie stać mnie przyznaje, bo ceny tu mają prawo jak w Polsce – jedno z większych rozczarowań. Noclegi jeszcze ok, jak śpisz w dormie albo namiocie. Jak widać poza długimi wstępami mam jeszcze słabość do dygresji – wolę nie wnikać jak to się objawia w innych aspektach mojego życia poza pisaniem. No tak, ale było dobre miasto i zarazem największe pozytywne zaskoczenie – Singapur! Miasto jest fantastyczne, zupełnie inne. niż sobie wyobrażałem. Europejskość nie razi a idealnie współgra tam z azjatyckością. Jak ktoś tam słyszał o wakacie rezydenckim z ortopedii to ja biorę!!! (no dobra może być z chirurgii, radiologii, a nawet rodzinnej… w sumie to z czegokolwiek).

 

Mimo, że posta miałem napisanego jeszcze przed powrotem to wybór zdjęć… Jak to wszystko zebrać i jeszcze wrzucić do jednego posta. Najchętniej to bym zwalił to na Karola prosząc o pomoc, ale że nie chce zawracać dupy to będzie tak wybrane trochę chaotycznie – będą krajobrazy, będą miasta, jacyś ludzie też się znajdą, coś do jedzenia, no i jakieś dziecko, bo to zawsze dobrze wygląda… No i nie dodaje podpisów – oczywiście nie dlatego, że mi się nie chcę, ale nie lubię. Generalnie będzie po kolei – Budapeszt -> Kuala Lumpur -> Taman Negara -> Cameron Highlands -> Johor Bharu -> Perhentian Islands -> Kota Bharu -> Singapur -> Melaka.

 

DSC_1591 copy DSC_1648 as Smart Object-1 copy DSC_1662 copyDSC_1746 copyDSC_1769 copyDSC_1771 copyDSC_1883 copyDSC_2087 copyDSC_2174 as Smart Object-1 copyDSC_2414 copyDSC_2416 copyDSC_2464 copyDSC_2466 copyDSC_2467 copyDSC_2552 copyDSC_2498 copyDSC_2598 as Smart Object-1 copyDSC_2688 copyDSC_2620 copyDSC_2752 copyDSC_2792 copyDSC_2790 copyDSC_2767 as Smart Object-1 copyDSC_2804 copyDSC_2898-2 copyDSC_2910 copyDSC_2952 copyDSC_3162 copyDSC_3224 copyDSC_3236 copyDSC_3271 copyDSC_3280 copyDSC_3687 copyDSC_3712 copyDSC_3819 as Smart Object-1 copyDSC_3887 as Smart Object-1 copyDSC_4070 copyDSC_4216 as Smart Object-1 copyDSC_4231 copyDSC_4292 as Smart Object-1 copyDSC_4270 copyDSC_4300 copyDSC_4317 copyDSC_4339 copyDSC_4356 copyDSC_4359 copyDSC_4408 copyDSC_4420 copyDSC_4503 as Smart Object-1 copyDSC_4530 as Smart Object-1 copyDSC_4555 copyDSC_4556 as Smart Object-1 copy
 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s